Ilość wyświetleń: 73

Solidarność rodzi się na dole

Czy można lepiej poznać górniczy trud, niż zobaczyć go na własne oczy? W przededniu Barbórki, górniczego święta, odwiedziliśmy Zakład Górniczy Sobieski w Jaworznie. 

– Górnictwo uczy solidarności zawodowej. Zawsze, gdy jeździmy jako służby porządkowe na różne solidarnościowe protesty, manifestacje, to słyszę pytania od pracowników innych branż: „Skąd bierze się wasza mobilność, poświęcenie i zaangażowanie?”. A to wychodzi z pracy. Solidarność rodzi się na dole. Nawet jak koledzy się poróżnią, to w ferworze pracy nikt nie ogląda się za siebie. Tam zawsze idzie się za kolegą jak w dym – słyszę w rozmowie z Waldemarem Sopatą, przewodniczącym Solidarności w Zakładzie Górniczym Sobieski w Jaworznie. 

Wierzę mu na słowo. Kilka godzin wcześniej trud górniczej pracy widziałem na własne oczy. Oprowadzony przez Romana Gąskę, dyrektora technicznego ZG Sobieski, miałem możliwość zjechać w dół i dojść na przodek, zobaczyć, jak wygląda codzienność kilkudziesięciu tysięcy polskich górników. Rzeczywistość przerosła moje wyobrażenia. Samo dotarcie do fedrującego kombajnu okazało się wyczerpującą przeprawą dla nieprzygotowanej fizycznie osoby. Swoje słabości fizyczne znałem, ale szybki rzut oka na Marcina, towarzyszącego mi fotoreportera, dość wytrawnego piechura, którego twarz pokryła mieszanka potu i sadzy, uświadomiła mi, że trasa jest trudna nie tylko dla mnie. Wędrując ciemnymi korytarzami, mijamy kolejne grupy pracujących górników, którzy witają nas głośnym „Szczęść Boże!”. 

– „Szczęść Boże” jest niezwykle ważne w naszej pracy. Spotykamy się z tym na każdym kroku, podobnie jak z gestem pochwalenia Pana Boga poprzez podniesienie kasku. Nie chodzi o to, czy ktoś jest wierzący mniej lub bardziej. Chodzi o ducha górnictwa. Nawet niewierzący szanują naszą patronkę – świętą Barbarę, a od starych komunistów jeszcze w szkole słyszałem, że trzeba mieć szczęście Boże, jeśli uniknie się przez lata na kopalni wypadków, uszczerbku na zdrowiu. Bo co, jak nie „Szczęść Boże”? – pyta Waldemar Sopata, który dodaje, że praca górnika nie może istnieć bez etosu. – On jest przekazywany z pokolenia na pokolenie i wiąże na całe życie. Wystarczy spojrzeć na emerytowanych górników, którzy raz do roku przyjeżdżają na kopalnię, żeby wziąć udział na cechowni we mszy świętej. Dla nich to bardzo ważne, żeby być na kopalni chociaż przy tej okazji. Ten etos jest przekazywany z pokolenia na pokolenie. Kształtują go ludzie wychowani na pewnych wartościach. Na tych samych wartościach byli wychowani górnicy z kopalni Wujek. Oni podczas pacyfikacji byli „jeden z drugim”, tak jak mówił Jan Paweł II, tego wyuczyli się na dole. Bronili kopalni przed pacyfikacją, mimo tego że pochodzili z różnych części Polski, mimo różnicy pokoleń, bo najmłodsza ofiara miała 19, a najstarsza 48 lat. Tych wartości bronili również górnicy strajkujący po wprowadzeniu stanu wojennego w KWK Piast, pozostając pod ziemią przez dwa tygodnie. To etos, tradycja i wartości, które dzisiaj świat chce wymazać – dodaje Sopata. 

Kopalnia duszą miasta 

Twarde reguły pracy pod ziemią przekładają się na wartości na powierzchni. – To chyba ostatnia taka grupa zawodowa: jeden drugiemu pomoże, jeden drugiego wspiera. To choćby oddolne akcje. Teraz mamy 42-letniego chłopaka, ciężko chorego na COVID-19. Jeżeli przeżyje, to czeka go przeszczep płuc. Przychodzą do nas koledzy od niego z oddziału i robią zbiórkę, żeby jemu i jego rodzinie pomóc. Nie trzeba szukać daleko, ile było akcji wśród górników po wypadkach – słyszę od szefa Solidarności w ZG Sobieski. – To nie tylko ta spontaniczna akcja, wspierająca kolegę i jego rodzinę. W ZG Sobieski pod patronatem NSZZ „Solidarność” od 2008 roku działa Klub Honorowych Dawców Krwi. Klub organizuje cykliczne comiesięczne akcje krwiodawstwa. Z początku uczestniczyli w nich głównie górnicy, którzy znają wartość oddawanej krwi. To właśnie wynika z tego bezinteresownego poświęcenia dla innej osoby. W akcjach tych uczestniczy około 60 honorowych krwiodawców. Średnio oddają ponad 25 litrów krwi. Te akcje są najliczniejsze w Jaworznie – dodaje związkowiec. 

Górnicze życie od dekad wpływa na charakter Jaworzna. I wielu innych górniczych miast. To nierozerwalna więź. – Tradycje górnicze są nieprawdopodobne, pomimo tego że mieszkańcy Jaworzna są zlepkiem kulturowym, który napłynął do pracy w dużej mierze w górnictwie, energetyce i na kolei. Można poczuć ciarki na plecach, kiedy uczestniczy się w dorocznych obchodach barbórkowych, kiedy widzi się tradycje związane z pasowaniem na górnika, kiedy można doświadczyć skoku przez skórę. To nie jest bez znaczenia. Przyjezdni, którzy pochodzili z różnych części kraju, wtopili się w tutejszą rzeczywistość, wrośli w nią, przejęli tę kulturę – mówi z kolei Tadeusz Kaczmarek, przewodniczący Rady Miejskiej w Jaworznie. 

Niedawno miasto miało okazję do świętowania. W Elektrowni Jaworzno III rozpoczął pracę nowy blok o mocy 910 MW, opalany lokalnym węglem kamiennym. Radość jest jednak niepełna. Nad elektrownie i kopalnie nadciągają z Brukseli ciemne chmury. – Jaworzno to miejsce, gdzie można mówić o pierwocinach górnictwa. Tutaj powstała pierwsza polska kopalnia węgla kamiennego, a już w średniowieczu wydobywano tu rudy cynku i ołowiu. To historia, którą traktujemy jako swoiste zobowiązanie; górnictwo jest wpisane w nasze miasto i traktujemy je bardzo poważnie. Zdajemy sobie sprawę, że dzisiaj węgiel nie jest w modzie, że wymogi Unii Europejskiej będą prowadzić do wygaszania paliw kopalnych. Jednak tak długo, jak polska energetyka nie zbuduje realnej alternatywy dla węgla i będzie potrzebowała paliw kopalnych, to węgiel powinien być w Jaworznie wydobywany. Chociażby dlatego, że ten nasz ma idealne parametry dla nowego, oddanego kilka dni temu supernowoczesnego bloku energetycznego. Dziś jest więc jak najbardziej uzasadnione, żeby elektrownia i kopalnia mogły funkcjonować jeszcze kolejne dekady. Zasoby węgla, którymi dysponuje Tauron Wydobycie w Jaworznie i Libiążu, uzasadniają dalszą eksploatację. Są stosunkowo łatwo dostępne, duże, bezpieczne i – co ważne – mają sensowne parametry chemiczne i fizyczne – słyszę od Pawła Silberta, prezydenta miasta Jaworzna.

Mocny fundament na dalszą działalność

O zaletach Zakładu Górniczego Sobieski opowiada mi Roman Gąska, dyrektor techniczny. – Nasz zakład posiada szereg atutów pozwalających pozytywnie spoglądać w przyszłość. To m.in. stosunkowo płytkie zaleganie złoża węgla. Obecnie podstawowym poziomem udostępnienia węgla na ZG Sobieskim jest poziom 500 metrów, a to jak na warunki polskie niewielka głębokość. Kolejna sprawa to eksploatacja prowadzona pod terenami niezurbanizowanymi, co jest bardzo ważne w kwestii ewentualnych odkształceń powierzchni, następujących w ślad za prowadzoną eksploatacją. Następny argument to wielkości zakładu – w naszym przypadku duży obszar przekłada się bezpośrednio na wielkość zasobów, gwarantujących prowadzenie eksploatacji w oparciu o posiadane koncesje na ponad 40 lat. Korzystna jest też charakterystyka złoża – zalegające pokłady charakteryzują się dużą miąższością, co automatycznie w znaczny sposób ogranicza koszty jednostkowe wydobycia. Typ węgla, który posiadamy, to węgiel płomienny o niewielkiej ilości zanieczyszczeń, w szczególności chloru i rtęci. Produkujemy tym samym paliwo oczekiwane i poszukiwane na rynku. Korzystnym elementem naszej infrastruktury jest bezpośrednie sąsiedztwo elektrowni i kopalni – to zaledwie 2,5 kilometra połączenia kolejowego. Mamy młodą i doświadczoną załogę. Dysponujemy szeregiem rozwiązań technicznych ułatwiających, upraszczających oraz ograniczających koszty funkcjonowania. Uwarunkowania powyższe w połączeniu z brakiem występowania w kopalni zagrożenia klimatycznego oraz zagrożenia metanowego stanowią mocny fundament dla dalszego sprawnego funkcjonowania naszej kopalni w nowych realiach.

Kolejne minuty spędzone pod ziemią daję się nam we znaki. Wszędobylski pył, klaustrofobiczne korytarze, ciemności, wysoka temperatura, inne niż na powierzchni ciśnienie, wilgoć – tworzą mikroklimat niesprzyjający człowiekowi. Gdy dochodzimy do ściany wydobywczej, czuję się jak po wyczynowym biegu. Na miejscu wita nas grupa uśmiechniętych na nasz widok górników. – Ciekawą mamy pracę, co nie? – słyszę z ust jednego. Na samą myśl, że dopiero teraz, po dotarciu na stanowisko miałbym zacząć regularną pracę, kręci mi się w głowie. 

Proponowana przez Unię Europejską transformacja energetyczna spowoduje zamknięcie zarówno ZG Sobieski, jak i elektrowni. – Przemysł ciężki jeszcze ciągle jest filarem gospodarczym naszego miasta. Duża część środków podatkowych pochodzi z dwóch branż: górnictwa i energetyki. To zarówno opłaty eksploatacyjne, jak i podatki od nieruchomości i budowli oraz udziały w podatkach PIT i CIT. Gdybyśmy mieli z budżetu wykreślić wpływy z górnictwa i energetyki, natychmiast popadlibyśmy w gigantyczne tarapaty. Zobowiązania, jakie miasto ma z tytułu pozawieranych umów, wynagrodzeń dla ludzi, obowiązków bieżącego utrzymania miasta, inwestycji – w niemałym stopniu są uzależnione od wpływów podatkowych. Gdy dwóch największych podatników wykreślimy, to nie będziemy sobie radzić. Nawet jeśli pozyskamy dużych przedsiębiorców, to i tak nam to nie zrównoważy ubytku pieniędzy. A przypominam – koszty rosną. Oczywiście będziemy aktywni, żeby nie doprowadzić do sytuacji, jaka była w miastach na przełomie wieków – monokultury przemysłowe powodowały, że jak znikały zakłady pracy, to 40 procent ludzi trafiało na bezrobocie – tłumaczy prezydent Jaworzna. Z podobnymi problemami w najbliższej przyszłości mogą borykać się dziesiątki polskich miast.  

– Jako samorząd nie możemy być obojętni na to, co dzieje się w naszym mieście, na funkcjonowanie jednego z największych podmiotów w branży, jakim jest Zakład Górniczy Sobieski w Tauron Wydobycie. Na koniec wydobycia węgla należy patrzeć z perspektywy osób, dla których to jest chleb. W piśmie, które skierował przewodniczący Sopata do rady miasta, mowa o zatrudnieniu 3200 pracowników. Należy mieć świadomość, że nie tylko na tej kadrze kończy się sprawa zatrudnienia, trzeba pamiętać o partnerach, konsorcjach, firmach współistniejących – bez nich trudno wyobrazić sobie prowadzenie działalności wydobywczej. Na górnictwie i energetyce Jaworzno stoi – uzupełnia przewodniczący rady miejskiej w Jaworznie.  

O dobrych relacjach z samorządem Jaworzna mówi również Tomasz Cudny, prezes zarządu Tauron Wydobycie. – To dla nas podstawa odpowiedzialnego biznesu. Tu, w Jaworznie, dobre relacje z samorządem dostrzegalne były już choćby podczas fuzji energetyki z górnictwem. Miasto odegrało istotną rolę przy wszelkiego rodzaju działaniach restrukturyzacyjnych. To samorząd, który chętnie podejmuje rozmowę, a więc we wzajemnych działaniach występuje symbioza. Zakład górniczy nie jest wszak odizolowany od problemów miasta, a miasto od naszych wyzwań. Szczególna relacja potwierdziła się także podczas okresu pandemii. To dla nas wszystkich nieprzewidziana lekcja współpracy. Nasi przedstawiciele biorą czynny udział w istotnych spotkaniach, które miasto organizuje w swoim sztabie i z drugiej strony wygląda to podobnie. Wszelka współpraca w tym wymagającym czasie odbywa się sprawnie i na bardzo dobrym poziomie – słyszę. 

Jednomyślny sprzeciw

Unia Europejska po transformacji zamierza oprzeć miks energetyczny na odnawialnych źródłach energii. – Jeśli mówimy o Unii Europejskiej jako o jednym organizmie gospodarczym, to zawsze nurtowało mnie pytanie – dlaczego w miksie energetycznym nie traktujemy go jako całościowego rynku europejskiego i nie mówimy – tam, gdzie są warunki na wiatraki, to je budujmy, tam, gdzie jest największa dostępność słońca, budujmy wielkie elektrownie fotowoltaiczne, tam, gdzie są warunki hydrogeologiczne, elektrownie wodne. A tam, gdzie nie ma warunków, to róbmy energię z tego, co jest dostępne, traktując OZE jako źródła uzupełniające. Oczywiście wspierajmy budowę alternatywnych źródeł energii, ale pamiętajmy, że żyjemy w kraju, w którym jest mniej słońca niż w Hiszpanii i Włoszech, mniej wiatru niż w Holandii i Niemczech. Dzisiejsze rozwiązania technologiczne chyba jeszcze nie pozwalają na zastąpienie źródeł energii przez OZE. Nie wyobrażam sobie, byśmy dziś całkowicie wyeliminowali węgiel kamienny i brunatny. Mieszkamy w zbyt surowym klimacie, by nie mieć stałych i pewnych źródeł ciepła i prądu – komentuje Paweł Silbert, prezydent miasta.  

Społeczeństwo Jaworzna nie pozostaje obojętne na planowaną transformację energetyczną, która może zdewastować miasto i cały region. Cała rada miasta jednomyślnie odpowiedziała na postulat górniczej solidarności i zwróciła się do premiera Mateusza Morawieckiego, apelując o zapewnienie funkcjonowania zakładu i dalsze prowadzenie prac budowlanych szybu Grzegorz. – Jesteśmy zgodni, bo to miasto oparte jest na węglu. Wiele pokoleń górników żyło z węgla. Każdy z rady zna ludzi pracujących w kopalni. To przede wszystkim miejsca pracy, ale i środki, które wpływają do miasta. Zawsze w radzie są rządzący i opozycja, jednak w tej sprawie byliśmy zjednoczeni – dla dobra miasta i rodzin – mówi Mirosław Pieczara, członek rady miejskiej, emerytowany wieloletni pracownik kopalni. Górnik z krwi i kości.  

– Górnictwo jest tak mocno wpisane w krajobraz naszego miasta, że dzisiaj trudno byłoby wyobrazić sobie funkcjonowanie bez niego. To nie tylko gałąź przemysłu, która daje zatrudnienie dziesiątkom tysięcy ludzi w całym regionie. To także kwestie rodzinne, społeczne, tradycja, kult ciężkiej i odpowiedzialnej pracy, poczucia obowiązku. Jaworzno to ciekawe miejsce; nie jesteśmy Ślązakami, jesteśmy częścią dawnej Małopolski, naszym unikalnym wyróżnikiem jest to, że jak są święta narodowe, to na uroczystościach występuje górnicza orkiestra, a ludowe zespoły występują w strojach krakowskich. Jak wyobrazić sobie, że tego ma nie być? – retorycznie pyta prezydent Jaworzna. – Współpraca z górnictwem nie jest łatwa, ale nauczyliśmy się ze sobą żyć, podchodzimy do siebie z szacunkiem, ale też bardzo merytorycznie. Pracujemy partnersko – nie mamy zwyczaju szachowania czy ogrywania partnera. Bardzo to sobie cenię – dodaje samorządowiec. 

Waldemar Sopata zwraca uwagę na to, że w ostatnich miesiącach natężyła się negatywna propaganda skierowana na górnictwo. – Całe lata podczas rozmów o górnictwie mówiło się o tym, że jeden górnik generuje cztery lub pięć innych miejsc pracy. Teraz nagle mówi się, że to nieco ponad jedno dodatkowe miejsce pracy. To zaklinanie rzeczywistości. Brakuje mi rzetelnego przekazu, bez manipulacji. Mówi się o górnikach, na których pracuje cała Polska. Szczuje się na nas inne grupy zawodowe, mówi o przywilejach górniczych, a od wielu lat nie ma 13 pensji! Wciąż dziennikarze posługują się argumentem trzynastek i czternastek, anachronicznym ołówkowym, szkolnym biletem z karty górnika… Tego nie ma u nas od 20 lat! O to mam pretensje. To nie ma nic wspólnego z prawdziwym przekazem. Zamknięcie górnictwa to powinien być proces na dziesiątki lat. Dzisiaj mówi się, że przez kolejne dekady górnictwo ma być dotowane. A jakie to są kwoty przy przebudowie całej gospodarki, która wiąże się z zamknięciem górnictwa? Dziś podejmuje się decyzję o likwidacji górnictwa i energetyki, a nawet nie znamy lokalizacji przyszłej elektrowni atomowej. Sianie niepokoju przekłada się na bezpieczeństwo ludzi na dole. Wiem, co to znaczy, jak górnik idzie na przodek na szychtę, a w głowie ma to, że nie wie, czy będzie miał na ratę kredytu – kończy Waldemar Sopata. 

Wigor odzyskuję dopiero, gdy chłodna woda pod prysznicem zmywa ze mnie wszędobylski pył. Przechodząc do stołówki, mrużę oczy – po kilku godzinach pod ziemią słońce zdaje się świecić wyjątkowo ostro. Podobno najgorzej jest, gdy ziemię otuli pierzyna śniegu. Pomimo wyniszczającej fizycznie pracy na twarzach górników wychodzących z terenu kopalni widzę zadowolenie. Dumę z dobrze wykonanej pracy. Dumę zasłużoną, wbrew temu, co głosi współczesna propaganda. Ja jej nie uwierzę, bo trud pracy w kopalni widziałem na własne oczy. Kopalnia uczy pokory.

Mateusz Kosiński 
Foto. Marcin Żegliński 

Źródło: tysol.pl