Ilość wyświetleń: 6

Alpy wyższe od odpraw

Zdecydowana większość Szwajcarów w niedzielnym (3 marca 2013) referendum opowiedziała się za ograniczeniem wygórowanych pensji prezesów i członków rad nadzorczych firm. Inicjatywę społeczną „Przeciw oskubywaniu” poparło 67,9 proc. głosujących – wynika z oficjalnych danych. Zdecydowana większość Szwajcarów w niedzielnym (3 marca 2013) referendum opowiedziała się za ograniczeniem wygórowanych pensji prezesów i członków rad nadzorczych firm. Inicjatywę społeczną „Przeciw oskubywaniu” poparło 67,9 proc. głosujących – wynika z oficjalnych danych. To trzeci wynik wśród ponad pół tysiąca (dokładnie 576) referendów w historii Szwajcarii. Pierwsze z nich odbyło się 6 czerwca 1848.


Referendum ograniczające menadżerskie zarobki doszło do skutku mimo sprzeciwu rządu i negatywnej rekomendacji Zgromadzenia Federalnego – zgodnie bowiem ze szwajcarskim prawem, gdy obywatele w sto dni zbiorą pod swoją inicjatywą 50 tys. podpisów (lub 100 tys. gdy dotyczy ona zmiany konstytucji lub członkostwa w instytucjach międzynarodowych) musi być ona głosowana. Nikt – ani parlament, ani sąd najwyższy, o premierze nie wspominając – nie może w takim wypadku zablokować rozpisania referendum. Tym właśnie różni się demokracja szwajcarską od tej znad Wisły – w ubiegłym roku sejmowa większość, forsując podniesienie wieku emerytalnego do 67 lat, odrzuciła obywatelski wniosek o referendum, choć poparło go ponad dwa miliony Polaków!

– To oczywiste, że należy respektować wolę narodu. Teraz musimy zadbać o to, by wprowadzić inicjatywę zgodnie z jej tekstem w życie – stwierdził po ogłoszeniu wyników referendum Pascal Gentinetta, dyrektor Economiesuisse, centrali zrzeszającej organizacje szwajcarskiego przemysłu, która wcześniej prowadziła kosztowną kampanię przeciwko obywatelskiej inicjatywie.

Przyjęte w szwajcarskim referendum rozwiązania przewidują wprowadzenie limitów wynagrodzeń członków zarządów i rad nadzorczych spółek oraz zasady, że to akcjonariusze decydować będą o wysokości pensji dla kadry kierowniczej notowanych na giełdzie spółek. Nadzwyczajne bonusy w rodzaju premii, odpraw lub gratyfikacji z okazji rozpoczęcia pracy, sięgające często milionów franków, mają być zakazane. Podobnie jak zatrudnianie członków zarządów firm na dobrze płatnych etatach doradców. Osobom naruszającym te przepisy mają grozić kary do trzech lat pozbawienia wolności oraz grzywny sięgające sześciokrotnych dochodów rocznych.

Inicjatywa ograniczenia wynagrodzeń kadry kierowniczej wyszła ponad pięć lat temu od przedsiębiorcy i bezpartyjnego posła Thomasa Mindera, gdy okazało się, że Mario Cort, szef Swiss Air, który te linie lotnicze doprowadził do bankructwa otrzymał 12,5 mln franków odprawy. Poparcie dla projektu lawinowo wzrosło po fali oburzenia, jaka przetoczyła się przez Szwajcarię, gdy odchodzący prezes firmy Novartis, Daniel Vaselliotrzymał odprawę w wysokości bagatela 72 mln franków, czyli ponad 240 mln zł!

Wyniki szwajcarskiego odbiły się szerokim echem w sąsiednich Niemczech, gdzie wprowadzenia podobnych regulacji domagają się nie tylko obywatele i działacze związkowi, ale coraz więcej polityków.

– Możemy w tej sprawie coś zrobić jeszcze przed wyborami – stwierdził Reiner Brüderle, były minister gospodarki i szef klubu FDP w Bundestagu.

To ważna deklaracja, gdyż związana z wielkim biznesem liberalna FDP do tej pory była przeciwna ingerowaniu w to, co się dzieje w prywatnych przedsiębiorstwach. Niemieccy socjaldemokraci zgłaszają już konkretne propozycje: wprowadzenia górnego limitu wynagrodzeń dla menedżerów, wyższego opodatkowania, a także zmiany zasady ich ustalania tak, by prawo głosu mieli też zasiadający w radach nadzorczych firm reprezentanci pracowników.

Tymczasem nasi politycy o takich rozwiązania milczą, choć pensje prezesów w polskich spółkach są zaledwie o niespełna jedną piątą niższe od niemieckich, podczas gdy wynagrodzenia pracowników produkcyjnych są mniejsze trzy, a nawet czterokrotnie.

Artykuł ze strony NSZZ Solidarność Fiat Auto Poland.