Ilość wyświetleń: 201

Zielony Ład kontra europejski przemysł

Jak grom z jasnego nieba dotarła dziś do nas informacja o nowych planach Komisji Europejskiej dotyczących systemu ETS.

Jak podaje RMF FM, w sprawie wskaźników emisyjnych Bruksela proponuje radykalne rozwiązanie — cięcie darmowych pul uprawnień aż o 50 procent, czyli do maksymalnego pułapu, na jaki pozwalają obecne unijne przepisy. Problem polega jednak na tym, że w praktyce normy te są niemożliwe do osiągnięcia z powodów technologicznych.

Komisja Europejska chce ustalać limity na podstawie 10 procent najbardziej ekologicznych fabryk w Unii Europejskiej. Problem w tym, że dla większości hut, cementowni czy zakładów ceramicznych takie normy są dziś fizycznie nieosiągalne. Nie istnieją jeszcze dostępne komercyjnie i opłacalne technologie, które pozwalałyby produkować stal czy chemię bez wykorzystania paliw kopalnych.

„Innymi słowy, wielkie fabryki emitują CO2 nie dlatego, że chcą truć, ale dlatego, że współczesna inżynieria nie wymyśliła jeszcze innego sposobu na ich działanie. Bruksela żąda więc rzeczy fizycznie niemożliwych, a za brak ich realizacji chce karać” — komentuje RMF FM.

Co oznacza to w praktyce? Dla wielu branż może to oznaczać likwidację przemysłu. Huty, cementownie czy zakłady chemiczne mogą nie udźwignąć proponowanych przez Brukselę norm, ponieważ obecnie są one nierealne do osiągnięcia z powodu braku odpowiednich technologii.

Wspólne stanowisko w tej sprawie przygotowało sześć państw: Bułgaria, Czechy, Grecja, Polska, Rumunia oraz Słowacja. Dokument ma zostać zaprezentowany dziś podczas Rady UE ds. konkurencyjności.

Państwa te ostrzegają, że jeśli mechanizmy systemu ETS nie zostaną urealnione, Europie może grozić głęboka deindustrializacja oraz utrata strategicznej niezależności. Głównym punktem spornym jest zaproponowana przez Komisję Europejską 11 maja rewizja tzw. wskaźników referencyjnych (benchmarks) na lata 2026–2030. To właśnie na ich podstawie Bruksela będzie wyliczać, ile darmowych pozwoleń na emisję CO2 otrzyma dana fabryka — podaje RMF FM.

Jeden z urzędników zaangażowanych w negocjacje przekazał rozgłośni, że państwa naciskały na Brukselę w sprawie nowych wskaźników, jednak „skończyło się na kosmetycznych, czysto pozornych zmianach”.

To kolejny argument za przeprowadzeniem referendum w sprawie Zielonego Ładu. Gdyby Senat opowiedział się za jego rozpisaniem, społeczeństwo mogłoby wypowiedzieć się w tej kwestii, a rząd zyskałby silniejszy mandat społeczny do twardych negocjacji z Brukselą dotyczących zielonej transformacji.

Szkoda, że część senatorów nie zdecydowała się poprzeć takiej możliwości. Wielu obywateli może odbierać to jako lekceważenie głosu społeczeństwa.

Polacy powinni mieć prawo wypowiedzieć się w sprawach, które mogą mieć ogromny wpływ na gospodarkę, miejsca pracy i przyszłość przemysłu w naszym kraju. Demokracja nie powinna ograniczać się wyłącznie do udziału w wyborach raz na kilka lat.

Prezydent Karol Nawrocki zapowiedział skierowanie do Senatu kolejnego wniosku o rozpisanie referendum w sprawie Zielonego Ładu. Senatorowie mają jeszcze możliwość ponownego przeanalizowania swojego stanowiska i wsłuchania się w głos społeczeństwa.

W przeciwnym razie wielu ludzi obawia się, że skutki obecnej polityki klimatycznej mogą okazać się bardzo poważne dla europejskiej gospodarki i przemysłu.

Darek Piechowicz