Ilość wyświetleń: 133

Impuls sprzeciwu wyszedł ze Śląska. 17. listopada zapraszamy na manifestację do Warszawy

17 listopada jedziemy do Warszawy. Jedziemy do tych, którzy twierdzą, że dobrze rządzą naszą Ojczyzną. Jedziemy im przypomnieć, że funkcje, które sprawują, to przede wszystkim służba społeczeństwu i że stołki, na których siedzą, nie zostały im dane raz na zawsze. Bo zdaje się zapomnieli.

Patrząc z naszej perspektywy, perspektywy mieszkańców Śląska i Zagłębia Dąbrowskiego, jesteśmy pełni obaw o przyszłość. Już odczuwamy kryzys. Już mamy wygaszony wielki piec w Dąbrowie Górniczej, już mamy kryzys w przemyśle stalowym związany po części z kryzysem w budownictwie. To się może posypać jak kostki domina. Przemysł, transport, usługi. Po kolei. A to oznacza katastrofę dla budżetów gospodarstw domowych.

Poczucie niesprawiedliwości

Komuś się wydaje, że te dodatki – tu do prądu, tu do węgla – to fajna sprawa. Nie. To prowizorka. Jasne, że daje doraźne wsparcie, ale też potęguje inflację. Poza tym wyraźnie widać, że te działania pomocowe mają przede wszystkim cel polityczny, są kierowane nie do ogółu, ale głównie do tych grup społecznych, które stanowią trzon elektoratu PiS. Np. zamrożenie cen prądu do poziomu 2000 kWh rocznie wyraźnie na to wskazuje. Rodzina z dwójką dzieci w mieszkaniu o powierzchni 50-60 m2, która nie ma kuchenki gazowej z pewnością rocznie zużywa znacznie, znacznie więcej niż 2000 kWh. A po drugie trzeba pamiętać, że ci, którzy ten limit przekroczą, zapłacą za prąd naprawdę duże sumy. I ta część społeczeństwa, która ten wyśrubowany limit przekroczy będzie w praktyce płacić słono, aby mieszczący się w limicie płacili mniej. To budzi uzasadnione poczucie rażącej niesprawiedliwości. Nie chcę używać mocniejszych słów, zresztą i tak nie nadają się do publikacji.

Biedapłace w budżetówce

Jednym z głównych postulatów naszej warszawskiej manifestacji jest podwyżka płac w szeroko pojętej sferze finansów publicznych. Tu nie chodzi o tłuste koty. Im się krzywda nie dzieje. Przeciwnie. Niezależnie od sytuacji gospodarczej mają się dobrze. Chodzi nam o szeregowych pracowników budżetówki, na których niesprawiedliwe skupia się złość na biurokrację, niewydolność państwa czy samorządu. To nie oni są temu winni. Jeżeli słusznie domagamy się, żebyśmy byli dobrze obsłużeni przez urzędnika tej czy instytucji publicznej, to musimy też mieć świadomość, jakie są ich zarobki. Tam królują wynagrodzenia w okolicy płacy minimalnej lub niewiele wyższe. Biorąc pod uwagę tak wysoką inflację, z jaką się obecnie borykamy, wcale nie jest przesadnym twierdzenie, że zdecydowana większość pracowników sfery budżetowej zbliża się ze swoimi dochodami do granicy ubóstwa. Powiedzieć, że zarobki pracowników w sferze budżetowej są niskie, to zbyt delikatne sformułowanie. To są zarobki dla wielu wręcz upokarzające. A wielkopańska propozycja podwyżki tych biedawypłat o 7,8 proc., gdy inflacja jest przeszło dwukrotnie wyższa, to jakby ktoś im napluł w twarz.

Niespełnione obietnice

Jest jasne, że horrendalne ceny energii są kluczową przyczyną kryzysu. Te ceny wystrzeliły w całej Europie, na całym świecie. Wystrzeliły dlatego, że trwa wojna na Ukrainie. Ale od rządzących wymagamy, aby skutkom wojny potrafili przeciwdziałać. Zresztą część spraw, o których dziś mówią, że to z powodu wojny i rozkładają bezradnie ręce, to tak naprawdę skutki wieloletnich zaniechań kolejnych polskich rządów, również tego rządu.

Program dla Śląska, czy umowa społeczna dotycząca transformacji górnictwa i naszego regionu to sztandarowe przykłady porozumień społecznych z obecnym rządem, które zostały na papierze. Gdyby chociaż część zapisów tych umów został zrealizowana, sytuacja gospodarcza naszego kraju w obecnej kryzysowej sytuacji byłaby o niebo lepsza. Własne źródła energii, własna, suwerenna polityka energetyczna to klucz do bezpieczeństwa, to niezbędny fundament silnej gospodarki. Agresja Rosji na Ukrainę chyba nawet najgłupszym to uświadomiła.

Wielu pamięta, jak kończyły się rządy PO. Duży wpływ na ich upadek miały protesty, które wyszły stąd, ze Śląska i Zagłębia Dąbrowskiego. Nie jest przypadkiem, że teraz też impuls sprzeciwu wychodzi z naszego regionu. Nie damy się ustawiać w roli politycznego mięsa armatniego tej czy innej partii. Jesteśmy członkami niezależnego związku zawodowego. To są nasze korzenie i o tych korzeniach musimy podczas demonstracji w Warszawie wszystkim dosadnie przypomnieć.

Dominik Kolorz,

przewodniczący Zarządu Regionu Śląsko-Dąbrowskiego NSZZ „Solidarność”

not. ny

Źródło: solidarnosckatowice.pl