Ilość wyświetleń: 97

Polski węgiel to nasza szansa, a nie przekleństwo

– Idę do Parlamentu Europejskiego, żeby bronić polskiego przemysłu węglowego. Zapewniam, że gdyby to Niemcy byli właścicielami zasobów polskich kopalni, to węgiel byłby najbardziej „ekologicznym” źródłem energii w Unii Europejskiej – pisze Patryk Jaki, europoseł i kandydat do Parlamentu Europejskiego w zbliżających się wyborach.

To nie jest czas na eksperymenty. To czas na poważne pytania i poważne decyzje. Jak powinna zachować się Polska, gdy za wschodnią granicą toczy się wojna, a Unia Europejska forsuje „Zielony Ład”? Jak będzie wyglądał Śląsk i polskie górnictwo, jeśli prace nad tym projektem nie zostaną zatrzymane? Czy polski węgiel mógłby być w obecnej sytuacji geopolitycznej naszym największym atutem?

Idea płonącej planety

„Zielony Ład” miał być ambitną wizją przekształcenia gospodarki Unii Europejskiej w bardziej zrównoważoną i ekologiczną. Plan zakłada osiągnięcie neutralności klimatycznej do 2050 roku. Brzmi pięknie, prawda? A co kryje się za potokiem gładkich słów, wizjonerskich haseł i wypowiedzi zachwyconych projektem polityków? Zwykłe, pospolite i dobrze znane – kłamstwo.

Przyjrzyjmy się faktom. W 2023 roku Unii Europejskiej udało się ograniczyć emisje CO2 o około 7,4%. Wątpliwe osiągnięcie europejskich konsumentów, finansujących ideę strachu przed płonącą planetą, zostało brutalnie zniwelowane przez Indie i Chiny. Indie zwiększyły emisje o 8,2%, a Chiny o 4%.

Tym, którzy zastanawiają się nad sensem przedsięwzięcia pod hasłem „Zielony Ład”, przypomnę, że UE w latach 2014-2020 wydała na działania w dziedzinie klimatu 20% swojego budżetu, czyli około 216 miliardów euro. Efekt? Według Międzynarodowej Agencji Energetycznej, w 2023 roku emisje CO2 związane z energią zwiększyły się o 1,1%, ustanawiając nowy rekord na poziomie 37,4 miliarda ton. Wnioski unijnych komisarzy? Właściwie żadnych. W budżecie UE na lata 2021-2027 przewidziano zwiększenie do 30% udziału środków budżetowych przeznaczonych na działania w dziedzinie klimatu.

Czy stać nas na szaleństwo?

Według ekspertów Instytutu Jagiellońskiego i Polskiego Stowarzyszenia Energetyki Wiatrowej, transformacja polskiej energetyki pochłonie ponad 1,5 biliona złotych do 2040 roku. Według Instytutu Rousseau, aby zdekarbonizować całą unijną gospodarkę do 2050 roku, konieczne są inwestycje opiewające na astronomiczną kwotę 40 bilionów euro.

Obsesyjni zwolennicy religii „Zielonego Ładu” powtarzają jak mantrę, że Niemcy i Francuzi będą musieli ponieść większe nakłady na transformację, ale należy pamiętać, że to Polska ma przeznaczyć aż 13,6% PKB rocznie na dekarbonizację. Jeśli zestawimy te koszty z wydatkami na obronność, sięgającymi w 2023 roku 4% PKB, to możemy dojść do wniosku, że według Unii Europejskiej to nie Rosja jest największym zagrożeniem dla Polski, a polski węgiel wydobywany przez polskich górników. Czy potrafią Państwo wskazać większy absurd?

Do czego doprowadzi Zielony Ład?

Mówiąc najprościej? Do przerażającej w konsekwencjach biedy. Profesor Władysław Mielczarski, ekspert ds. energetyki, szacuje, że realizacja europejskiego „Zielonego Ładu” spowoduje utratę przez Polaków nawet połowy dochodu liczonego na osobę, a żeby osiągnąć cele tego projektu, należałoby zamknąć cały europejski przemysł.

W raporcie PORT PC i Instytutu Reform czytamy, że według szacunków w Polsce na 6,3 miliona budynków jednorodzinnych, aż 1,7 miliona nie ma żadnej izolacji cieplnej ścian, a kolejne kilkaset tysięcy ma bardzo niski standard ocieplenia. To oznacza, że każdy, kto ma dom, mieszkanie lub jakąkolwiek inną nieruchomość, będzie musiał zapłacić ogromne koszty, aby dostosować ją do unijnych wymogów. Najwyraźniej zdaniem unijnych komisarzy duża część Polaków mieszka w nieocieplonych domach na przekór Unii, a nie z finansowej konieczności.

Jakie rozwiązanie mają unijni komisarze wobec tego problemu? Jest kilka możliwości. Pierwsza droga zakłada, że właściciele nieruchomości zostaną zmuszeni do zainwestowania oszczędności całego życia, aby spełnić wymogi unijnej dyrektywy budynkowej. Druga droga to oczywiście sprzedaż nieruchomości za bezcen, jako nieefektywnych energetycznie. Jest też „Trzecia Droga”, która wspiera Różę Thun i najwyraźniej stoi na stanowisku, że nie można krytykować projektu „Zielonego Ładu”, bo pracowali nad nim „wybitni specjaliści”. W tym miejscu warto przypomnieć prostą, unijną zasadę, że co prawda rolnicy znają się rolnictwie, górnicy na górnictwie, ale to unijny urzędnik zna się na wszystkim i wie, co będzie lepsze dla górnika i rolnika, dążąc do tego, aby obie te grupy pozbawić pracy. Nikomu już nawet nie trzeba dodawać, że „wybitni specjaliści” to w rzeczywistości grono polityków bliskich niemieckiej przewodniczącej Ursuli von der Leyen, której melduje się „na baczność” Donald Tusk.

Komu i w jakim celu potrzebny jest system ETS?

Niektórzy mówią, że „Zielony Ład” wygląda na jakiś sabotaż unijnych urzędników przeciwko Unii Europejskiej. Nic z tych rzeczy. System handlu emisjami dwutlenku węgla ETS szybko stał się elementem spekulacji rynkowej, a ceny rosną w zatrważającym tempie. Unia Europejska jest jedyną grupą państw na świecie, która wprowadziła obowiązkowy system handlu emisjami CO2 na tak ogromną skalę. Oczywiście wszystko pod pozorem troski o klimat, żeby „planeta się nie spaliła”.

Ktoś spyta: „A jakie są efekty systemu ETS na ograniczenie emisji CO2?” Według szwajcarskiego banku UBS, system ETS kosztował europejską gospodarkę do 2011 roku 287 miliardów dolarów, a jego wpływ na ograniczenie emisji CO2 był bliski zeru. Jeśli nie wiadomo, o co chodzi, to chodzi o pieniądze. Olbrzymie pieniądze. Już w 2009 roku unijna agencja Europol informowała o rosnącej skali oszustw podatkowych, które mogą sięgać aż 90% wartości wszystkich wymienianych emisji. W ciągu dwóch lat grupy przestępcze zarobiły w ten sposób ponad 7 miliardów euro, a w 2012 roku niemiecka prokuratura aresztowała kilkunastu pracowników, wiceprezes i CFO Deutsche Banku usłyszeli zarzuty dotyczące oszustw związanych z handlem CO2 o wartości kilkuset milionów euro. Sami Państwo widzą, komu i w jakim celu potrzebny jest system ETS…

Europejska gospodarka przestała być konkurencyjna na światowym rynku. Wszystko przestało się opłacać przez sztucznie narzucone podatki. Podczas gdy europejscy politycy licytowali się na jak najwyższą cyfrę planowanej redukcji CO2, w czym palmę pierwszeństwa wiodła polska wiceminister klimatu i środowiska Sara Urszula Zielińska, rzucając hasło o redukcji CO2 o 90%, Chiny uważnie przyglądały się europejskim nastrojom.

Chińska Republika Ludowa do perfekcji opanowała zaspokajanie potrzeb europejskich polityków. Lubią słyszeć deklaracje o klimacie? Proszę bardzo! Xi Jinping zadeklarował, że Chiny osiągną neutralność klimatyczną do 2060 roku, czyli inaczej mówiąc, zaczekają, aż Europa sama się wykończy gospodarczo, a jej przemysł wyniesie się do Chin, co zresztą już się dokonuje.

Europejscy politycy lubią słyszeć hasło „ETS”? Proszę bardzo! Chiny też go mają. Miały wprowadzić go w 2015 roku, a ostatecznie wdrożyły go w 2021 roku w mocno okrojonej formie. Pierwotnie chiński ETS miał obejmować osiem sektorów przemysłu, w tym huty i cementownie, ale ostatecznie zapis został usunięty. Obecnie ten system przypomina bardziej dokument w sferze deklaracji niż szczerą i zdecydowaną walkę o klimat.

Chiny niechętnie angażują się w ochronę klimatu, ale tylko u siebie. Energy Foundation, międzynarodowa organizacja non-profit finansowana przez Komunistyczną Partię Chin, zajmująca się ochroną klimatu z oddziałem w Pekinie, w ubiegłym roku przekazała setki milionów dolarów na finansowanie radykalnych grup ekologicznych… w USA.

Ze złożonego oświadczenia podatkowego wynika, że organizacja przekazała 3,8 miliona dolarów na podejmowanie działań dążących do zupełnego wycofania węgla z energetyki w Stanach Zjednoczonych i przyspieszenia wzrostu elektromobilności. W tym samym czasie Chiny wydają u siebie dwa pozwolenia tygodniowo na budowę elektrowni węglowych. Jak informowało helsińskie Centrum Badań nad Energią i Czystym Powietrzem oraz Global Energy Monitor, w Chinach trwa obecnie budowa elektrowni węglowych o mocy 243 GW, co wystarczyłoby na zaopatrzenie w energię największej gospodarki Europy – Niemiec.

Kwotą 480 tysięcy dolarów dofinansowano organizację popularyzującą wprowadzenie w USA do transportu miejskiego wyłącznie pojazdów o napędzie elektrycznym. Według Międzynarodowej Agencji Energetycznej Chiny produkują około 75% wszystkich akumulatorów litowo-jonowych na świecie. Z danych wynika, że ponad 50% mocy produkcyjnych do przetwarzania i rafinacji litu, kobaltu i grafitu znajduje się w Chinach. Chiny mają ponad 80% kontrolę we wszystkich etapach globalnej produkcji paneli słonecznych. Można więc powiedzieć, że kontrolują ten rynek niemal w całości. Nie wiedzielibyśmy o tych powiązaniach, gdyby nie śledztwo w Kongresie Stanów Zjednoczonych, prowadzone przez komisję zasobów naturalnych kraju.

Dlaczego Chiny to robią? Bo jeśli uda się odpowiednio zindoktrynować społeczeństwo amerykańskie, podobnie jak europejskie, to zyskają nowy, gigantyczny rynek zbytu na panele słoneczne i turbiny wiatrowe.

Czy jesteśmy w stanie zatrzymać to szaleństwo?

Europa musi wrócić do korzeni. Historia pokazuje, że gdy Unia Europejska była wspólnotą zapewniającą swobodny przepływ towarów, usług i kapitału, bez ideologicznych, szaleńczych ekopomysłów, potrafiła rozwijać się i tworzyć przestrzeń gospodarczą, która przyciągała inwestorów z całego świata.

Jako Polacy mamy szczególną rolę w dążeniu do przywrócenia Europy na właściwe tory. Całkiem niedawno obaliliśmy „czerwony” komunizm, a już przychodzi nam mierzyć się z nowym, „zielonym” komunizmem. Musimy powiedzieć „Dość!” politykom wsłuchującym się w głos przyklejających się do asfaltu domorosłych ekologów. Musimy walczyć o polski węgiel i rozwój naszej gospodarki. Musimy walczyć o polską suwerenność, a tę zapewnić mogą jedynie stabilne źródła energii. Rozwijajmy ekologiczne źródła energii, ale w oparciu o założenia możliwe do realizacji, bez poświęcania całej gospodarki.

Pora docenić polski węgiel. Według BP Statistical Review of World Energy 2021 Polska znalazła się na 9. miejscu pod względem wielkości zagospodarowanych zasobów węgla na świecie, dysponując łącznie 2,6% jego światowych zasobów. Zacznijmy patrzeć na to, jak na gigantyczną szansę, a nie przekleństwo.

Wspólnie możemy zmienić Europę

Polska stoi przed historycznym wyborem. W najbliższych wyborach musimy zdecydować, czy chcemy podążać ścieżką wytyczoną przez unijnych biurokratów, która prowadzi do destrukcji naszego przemysłu i narzucenia nam niemożliwych do spełnienia norm, czy też wybierzemy drogę suwerenności, rozwoju gospodarczego i mądrego zarządzania naszymi zasobami.

Idę do Parlamentu Europejskiego, żeby bronić polskiego przemysłu węglowego, będącego fundamentem naszej energetycznej niezależności. Chcę walczyć o konkurencyjność polskiej gospodarki, o prawo Polaków do korzystania z własnych zasobów naturalnych i o zdrowy rozwój, który nie będzie obciążeniem dla naszych rodzin i przyszłych pokoleń.

Polski węgiel to nasza szansa, nie przekleństwo. Wspólnie możemy odrzucić szkodliwe i utopijne plany „Zielonego Ładu”, które zagrażają naszej suwerenności i dobrobytowi. Wspólnie możemy zbudować silną Polskę w silnej Europie, opartą na zdrowych fundamentach gospodarczych i niezależności energetycznej.

Proszę o wsparcie w nadchodzących wyborach. Razem możemy obronić polski przemysł i zapewnić naszej gospodarce konkurencyjność na globalnym rynku. Razem możemy stworzyć przyszłość, w której polski węgiel będzie źródłem naszej siły i niezależności.

Patryk Jaki

Źródło:
Solidarność Górnicza