Ilość wyświetleń: 775

Sopata: Bez członków “Solidarności” nic by się nie udało

O działalności związkowej w ZG “Sobieski”, konsekwencjach kapitałowego łączenia górnictwa węglowego i energetyki konwencjonalnej oraz potencjalnych zagrożeniach dla jaworznickiej kopalni rozmawiamy z Waldemarem Sopatą, przewodniczącym Komisji Zakładowej (KZ) NSZZ “Solidarność” ZG “Sobieski”, który 19 marca – po 20 latach – przestał pełnić tę funkcję.

* * *

Solidarność Górnicza: – Rezygnacja z funkcji przewodniczącego “Solidarności” jest chyba dobrym momentem, by spojrzeć wstecz i pokusić się o podsumowanie całej swojej działalności związkowej. Jednak nie byłoby tej działalności związkowej, gdyby nie ludzie, dla których się działa i gdyby nie kopalnia, która przez ten czas przechodziła różne koleje losu. Cofnijmy się zatem w czasie. Czy pamiętasz, co było największym wyzwaniem wtedy, kiedy obejmowałeś funkcję przewodniczącego?

Waldemar Sopata, wieloletni przewodniczący KZ NSZZ “Solidarność” ZG “Sobieski”: – Zanim o tym opowiem, nawiążę do czasów jeszcze wcześniejszych, bo to ma bardzo istotne znaczenie. Zanim powstała kopalnia “Sobieski”, była kopalnia “Jaworzno”, gdzie przyjąłem się w 1982 roku. Pracowałem jako górnik, na dole. Do “Solidarności” wstąpiłem w roku 1989, kiedy Związek został powtórnie zalegalizowany. Nigdy nigdzie indziej nie należałem, a samo członkostwo w NSZZ “Solidarność” poczytuję sobie za wielki honor. Wracając do tematu, kluczowym okazał się rok 1998. Wtedy, w marcu, wszedłem do Prezydium Komisji Zakładowej NSZZ “Solidarność” KWK “Jaworzno”. I upłynęło zaledwie kilka miesięcy, kiedy pojawiła się informacja, że nasza kopalnia ma zostać zamknięta. Zakładowe Zebranie Delegatów zobowiązało Komisję Zakładową do podjęcia wszelkich działań na rzecz ocalenia zakładu. To był trudny czas dla całej załogi. Nikt nie wiedział, czy uda się cokolwiek uratować. Przeszliśmy prawdziwą “szkołę życia”. Siedzieliśmy nad dokumentami przez parę tygodni, nierzadko do godziny 9. wieczorem. Odpowiadając na zadane pytanie, musiałbym stwierdzić, że stały wtedy przed nami same wyzwania. Ostatecznie nikt nie został zwolniony, bo obowiązywał pakiet socjalny – pewna część pracowników zdecydowała się na odprawy jednorazowe, inni poszli na “urlopy górnicze”. Organizacyjnie wyglądało to tak, że KWK “Jaworzno” podzielono na KWK “Jaworzno” w likwidacji i Zakład Górniczy “Sobieski-Jaworzno III” Sp. z o.o. W tym drugim podmiocie z 4500 pozostało – jeśli dobrze pamiętam – około 2,5 tysiąca osób. 1 lutego 1999 r. kopalnia “Sobieski” rozpoczęła funkcjonowanie “na nowo”, w postaci spółki z ograniczoną odpowiedzialnością, do tego kapitałowo połączonej z elektrownią “Jaworzno III”. Tak też wyglądały pierwsze miesiące mojego zasiadania we władzach zakładowej “Solidarności”.

SG: – Powołanie spółki z ograniczoną odpowiedzialnością było wtedy czymś, co samo się narzucało, czy też stanowiło swego rodzaju eksperyment, który niósł ze sobą ryzyko?

WS: – Pomysł ten był przemyślany, nie mieliśmy jednak przykładu, na którym moglibyśmy się wzorować. Byliśmy pierwszą kopalnią przekształconą w spółkę z ograniczoną odpowiedzialnością, a przecieranie szlaków zawsze niesie ze sobą określone ryzyka. Jako zakład wypadaliśmy z układu zbiorowego. Nagroda roczna, “czternastka”, przestawała być zwolniona z ZUS-u, co od razu odbiło się na górniczych wynagrodzeniach. Część pracowników została w likwidowanej KWK “Jaworzno”. Mieli stamtąd trafić do innych zakładów, gdzie mogliby skorzystać z “urlopów górniczych”. O to też była “wojna”, bo miałem świadomość, że część z nich może otrzymać w tych innych kopalniach nisko płatne stanowiska, wskutek czego, po przejściu na “urlop górniczy”, przez 5 lat będzie otrzymywała drastycznie obniżone świadczenia. Po pewnych perturbacjach wielu z tych pracowników udało się zatrzymać u nas. Przejmując ludzi posiadających przecież wysokie kwalifikacje i wieloletnie doświadczenie zawodowe, nasza kopalnia wyłącznie zyskała. Tamte lata to była nieustanna walka o wszystko. Oprócz kwestii organizacyjnych zmagaliśmy się też z wyzwaniami technicznymi. Likwidowano wtedy zakład przeróbczy na szybie “Piłsudski”. Trzeba było całą odstawę połączyć dołem z “Sobieskim”, by móc korzystać z przeróbki właśnie tam. Bez wspomnianych pracowników zakład miałby olbrzymie problemy, aby te prace zrealizować.

SG: – Rozmawiamy o sprawach technicznych i pracowniczych, a co z wynikami kopalni?

WS: – Były całkiem niezłe. Jedynie pierwszy rok po powołaniu spółki z ograniczoną odpowiedzialnością zakończył się stratą w wysokości 20 milionów złotych, ale już w drugim roku funkcjonowania odnotowaliśmy 7-milionowy zysk.

SG: – A jak sprawdziło się kapitałowe połączenie kopalni “Sobieski” z elektrownią w jednym podmiocie?

WS: – Scalenie z energetyką w jednym organizmie uratowało kopalnię. Połączenie z elektrownią dało nam gwarancję stabilnego funkcjonowania. Odbiór węgla był regularny i przewidywalny, dzięki czemu mieliśmy środki na inwestycje. Nadzór właścicielski z tamtego czasu oceniam bardzo dobrze, a samo rozwiązanie zdało egzamin.

SG: – Jednak górnictwo jest branżą wymagającą również przez to, że pewnych zdarzeń przewidzieć się nie da. Na to wszystko nakładają się zmiany organizacyjne wprowadzane przez kolejnych prezesów, których skutki odczuwają przede wszystkim załogi. Tutaj też tak było?

WS: – Tak. W roku 2005 pojawił się pomysł powołania Południowego Koncernu Węglowego. Z perspektywy związkowej wyzwaniem było utrzymanie korzystnych zapisów układu zbiorowego pracy, tak aby pracownik kopalni “Sobieski” nie stracił na zmianach, za które przecież nie odpowiadał. Rozmowy odbywały się trzy razy w tygodniu. Pracowały dwa zespoły. W końcu, po rocznym maratonie negocjacyjnym, udało nam się wynegocjować to, co chcieliśmy. Pracownicy “Sobieskiego” już w Południowym Koncernie Węglowym również zostali objęci układem zbiorowym pracy. Jesteśmy jedną z nielicznych kopalń, gdzie od 1999 r. układ obowiązywał w zasadzie bez przerwy, bo po wejściu do nowej spółki – kiedy myśmy jeszcze negocjowali – załoga była zatrudniona na starych zasadach, zgodnie z artykułem 231 Kodeksu pracy.

SG: – Kolejnym przełomem musiało być przejęcie kopalni i całego PKW przez koncern Tauron…

WS: – Niestety, tak. To był niezwykle istotny “zwrot akcji” z daleko idącymi, negatywnymi konsekwencjami. Wszystko działało dobrze, dopóki istniała spółka z ograniczoną odpowiedzialnością. Jednym z jej współwłaścicieli była elektrownia “Jaworzno III” (potem Południowy Koncern Energetyczny), a drugim – Nadwiślańska Spółka Węglowa (potem Kompania Węglowa). Następnie powołano Południowy Koncern Węglowy. W pewnym momencie Kompania Węglowa zdecydowała się na sprzedaż udziałów koncernowi energetycznemu Tauron, co całkowicie zburzyło logikę funkcjonowania kopalni w połączeniu z elektrownią. Wyjaśniam, o co chodzi. W pierwotnej formule kopalnia “Sobieski” wydobywała węgiel i dostarczała go elektrowni, a elektrownia wytwarzała energię i sprzedawała ją na rynku. Po przejęciu przez Tauron spółki zaczęto rozliczać indywidualnie. Każdy podmiot należący do Grupy Tauron miał maksymalizować zyski i minimalizować koszty, zgodnie z praktyką korporacyjną. Zaczęto od nas wymagać dostarczania jak najtańszego surowca do elektrowni, a jednocześnie wymagano osiągania jak największych zysków, co nie miało przecież prawa się udać. Interesy kopalni i elektrowni zaczęły być przeciwstawne. Potem zmieniono nazwę naszej spółki na Tauron Wydobycie, co też zostało odebrane źle, bo Południowy Koncern Węglowy – skupiający oprócz “Sobieskiego” również libiąską kopalnię “Janina” – miał już wyrobioną markę. Z naszej perspektywy zmiana nazwy, pozornie mało istotna rzecz, oznaczała straty wizerunkowe.

SG: – Co jeszcze oznaczało dla kopalni “Sobieski” wejście w skład Grupy Tauron?

WS: – W skrócie – poważne problemy, zwłaszcza od momentu, kiedy najważniejszym celem Grupy stał się handel energią, również tą, która nie została wytworzona z węgla. Zaczęto wymuszać na nas sprzedaż węgla w możliwie niskiej cenie, a na elektrowni jej tanie wytwarzanie. Nic innego się nie liczyło, tylko zysk całej Grupy Tauron. Działo się nawet tak, że kiedy można było kupić energię na rynku taniej, to ją kupowano, szkodząc własnym kopalniom i elektrowniom. No i jeszcze to, że kiedy cena węgla na światowych rynkach spadała, my musieliśmy sprzedawać wydobyty węgiel taniej, ale kiedy ceny na świecie rosły, nie pozwalano nam reagować i podnosić cen. Potem wykazywano nam rzekomą “nierentowność”… Z czasem pojawił się jeszcze jeden czynnik, który całkowicie rozregulował rynek – odnawialne źródła energii. Tauron wszedł w OZE. Jednocześnie przestał być gwarantem odbioru węgla, który wydobywała jego własna spółka. Nie trzeba mieć doktoratu, aby zrozumieć, że jeśli pierwotnie zakontraktowano odbiór 3 milionów ton, a ostatecznie odebrano 1,5 mln t, to spółka węglowa nie wykaże zysku. Tymczasem tak się właśnie działo – Tauron żądał od nas dodatniego wyniku, choć sam nie odbierał zakontraktowanego wcześniej węgla.

SG: – W 2023 r. Tauron Wydobycie stał się odrębnym bytem, a rok później przywrócono nazwę PKW. Rozumiem, że tę decyzję odebraliście pozytywnie.

WS: – Zdecydowanie tak. Nie chcę już tutaj rozstrzygać, czy można było zrobić to szybciej, czy nie. Wydzielenie kopalń poza Grupę Tauron i przekształcenie Tauron Wydobycie SA w spółkę Skarbu Państwa uprościło kwestie menedżerskie. Nie mamy już nad sobą dyrektorów korporacyjnych różnego szczebla, wiadomo też, gdzie zasiadają osoby decyzyjne, choć problemy nadal są. W ostatnich latach jako “Solidarność” mocno zabiegaliśmy o dokończenie budowy szybu “Grzegorz”, który dla ZG “Sobieski” ma znaczenie absolutnie fundamentalne. Realizację tej inwestycji wstrzymywano, próbowano wykreślać z planów i umów, zapadały decyzje zakulisowe na poziomie politycznym, które mogły wszystko unicestwić. Trzeba było rozmawiać z prezesami i ministrami, żeby tę sprawę doprowadzić do końca. Dziś szyb “Grzegorz” istnieje, ale niezbędne jest wykonanie konkretnych robót w obszarze infrastruktury podziemnej, które umożliwią jego pełne wykorzystanie. Nie wolno nam o tym zapomnieć. Zdarzają się też całkowicie irracjonalne pomysły, jak próba konsolidacji ZG “Sobieski” z ZG “Janina”, choć zakłady te nie są ze sobą fizycznie połączone.

SG: – Nawiązując zatem do pierwszego pytania, co dziś jest największym wyzwaniem dla ZG “Sobieski”?

WS: – Myślę, że “szaleństwo klimatyczne” Unii Europejskiej. Ideologia serwowana nam przez Brukselę musi jednak przegrać z rzeczywistością. Jeszcze nie tak dawno niektórzy przechwalali się, że wkrótce wyłączą bloki energetyczne o mocy 200 megawat. Ciekaw jestem, kto odważy się złożyć podpis pod taką decyzją? Na razie termin wyłączenia “dwusetek” jest odsuwany w czasie. Być może bloki te będą działać aż do roku 2035. Prawdą jest, że bez stabilnej energetyki konwencjonalnej opartej na węglu nasza gospodarka nie byłaby w stanie funkcjonować. I to się nie zmieni przez długie lata. Niestabilne źródła stają się kompletnie bezużyteczne, kiedy nie wieje wiatr lub nie świeci słońce, a z zapotrzebowaniem na prąd mamy do czynienia cały czas. Tego się nie “przeskoczy”.

SG: – I ostatnie pytanie – skąd decyzja o rezygnacji z funkcji przewodniczącego akurat teraz, w połowie związkowej kadencji 2023-2028?

WS: – Pełne uruchomienie szybu “Grzegorz”, o co walczyliśmy, jest “na wyciągnięcie ręki”. Uznałem, że to dobry moment, aby ustąpić. Mam za sobą 28 lat walki o kopalnię i o Związek. Walka ta miewała różne odcienie. W swoim czasie pracodawca postanowił uderzyć w “Solidarność” poprzez przeniesienie konfliktu na grunt osobisty i próbę doprowadzenia do mojego odejścia. Zażądano, bym zwrócił rzekomo niesłusznie pobrane wynagrodzenie za dwa lata. Wykorzystano przy tym moją sytuację zdrowotną, co zawsze jest czymś obrzydliwym. W pobliżu siedziby związkowej zainstalowano kamery, przez co ludzie bali się do nas przychodzić. Próbowano zastraszyć wszystkich, którzy chcieliby mieć cokolwiek wspólnego z “Solidarnością”. Sama rozprawa sądowa zakończyła się tym, że pani sędzia z Sądu Okręgowego w 5 minut dosłownie “rozjechała” pracodawcę. Wśród wydarzeń wyjątkowych, które zapadły mi w pamięć, były wizyty prezydentów Polski na naszych karczmach piwnych – w 2015 r. do Jaworzna przyjechał Andrzej Duda, a w roku bieżącym zaszczycił nas swoją obecnością Karol Nawrocki. W ten sposób NSZZ “Solidarność” został doceniony przez najwyższą władzę państwową. Sukcesy odniesione na przestrzeni minionych lat dowodzą, że nasz związek zawodowy wciąż jest skuteczny, bo opiera swą siłę na ludziach, w których interesie występuje. Bez członków “Solidarności” i ich wsparcia nic by się nie udało. W tym miejscu chciałbym im wszystkim serdecznie podziękować. Podziękowania należą się również prezesom, członkom zarządów i członkom rad nadzorczych, z którymi przyszło mi się spierać, bo w zdecydowanej większości były to spory merytoryczne.

SG: – Dziękujemy za rozmowę.

rozmawiał: MJ

solidarnoscgornicza.org.pl

https://www.solidarnoscgornicza.org.pl/index.php/archiwum/archiwum-wiadomosci/item/5051-sopata-bez-czlonkow-solidarnosci-nic-by-sie-nie-udalo