- Wielu ludzi dziękuje mi za to, że niedzielę mogą spędzać z rodziną. Mam wtedy ogromną satysfakcję. Mam też satysfakcję, że mimo zapowiedzi o zapaści, bankructwach i bezrobociu stało się dokładnie odwrotnie. Obroty rosną, pracowników brakuje, a małe sklepy mają się lepiej niż przed ograniczeniem – mówi Przewodniczący NSZZ Solidarność Piotr Duda w rozmowie z Michałem Ossowskim i Cezarym Krysztopą.

 foto. Marcin Żegliński

 

Tygodnik Solidarność: Trudno było przekonać Premiera Morawieckiego do podniesienia płacy minimalnej? Jakich Pan użył argumentów?



Piotr Duda, Przewodniczący NSZZ Solidarność: Dobrze rozmawia się z kimś, kto chce słuchać, ale rozmowy z tym rządem nigdy nie są proste. Zresztą rząd to nie monolit. Składa się z różnych ugrupowań, które w wielu kwestiach mają wręcz odmienne spojrzenie. „Solidarność” od wielu miesięcy prowadzi negocjacje w ramach tzw. Piątki Solidarności z różnym skutkiem. Udało się wprowadzić pluralizm związkowy w służbach mundurowych, co tak naprawdę jest dopięciem pierwszego postulatu z sierpnia ‘80. Udało się zwiększyć ochronę przed bezprawnym zwolnieniem, choć nie tak, jak chcieliśmy, ale i tak duży krok do przodu. Udało się wreszcie nieco przyspieszyć odmrażanie wskaźnika naliczania zakładowego funduszu świadczeń socjalnych, ale to i tak za mało. Co do wzrostu minimalnego wynagrodzenia – przekonywaliśmy, że zeszłoroczny wzrost był zbyt niski. Nasi eksperci dobrze przewidzieli, że gospodarka będzie rozwijała się szybciej. A zbyt niskie płace to bariera rozwoju, jak głosiło hasło naszej akcji sprzed kilku lat. Premier potrafi liczyć i sam dostrzegł negatywne skutki zbyt wolnego wzrostu wynagrodzeń. Podjął odważną, ale dobrą decyzję. I z tego bardzo się cieszymy.


Deklarował Pan Przewodniczący, że Solidarność będzie bronić Krzyża i Kościoła. W jaki sposób przełoży się to na praktykę?


To Święty Jan Paweł II obudził w nas Solidarność. Solidarność rodziła się na kolanach, przy wsparciu odważnych duszpasterzy. Kościół pomógł nam przetrwać najczarniejsze chwile stanu wojennego i podziemnej działalności. Naszym patronem jest bł. ks. Jerzy Popiełuszko, który oddał za nas życie. A naszą działalność i statut opieramy na społecznej nauce Kościoła.



I dzisiaj, gdy Kościół jest atakowany i potrzebuje pomocy, mamy siedzieć cicho? Nie! – przyjaciół nie zostawia się w potrzebie.



Dlatego odważnie manifestujemy naszą wiarę. Dajemy świadectwo. Ostatnio bardzo licznie podczas pielgrzymki ludzi pracy na Jasną Górę. Każde nasze wydarzenie zaczynamy od modlitwy, a często i mszy świętej. Zdecydowanie zabieramy głos jak np. w przypadku Zofii Klepackiej czy abp. Marka Jędraszewskiego.

Tak jak my mogliśmy zawsze liczyć na Kościół, tak Kościół zawsze może liczyć na nas.



W 2015 roku Solidarność podpisała umowę z ówczesnym kandydatem na Prezydenta RP Andrzejem Dudą, która następnie została rozszerzona po wygranych przez PiS wyborach parlamentarnych. Jak Pan ocenia 4 lata współpracy z rządem i Prezydentem RP?



Jeśli chodzi o dialog, to przepaść pomiędzy obecną władzą a poprzednią jest ogromna. Choć i tej władzy moglibyśmy napisać solidną białą księgę zaniedbań i łamania prawa w dialogu społecznym. Osiągnęliśmy wiele wielkich rzeczy dla polskich pracowników i rodzin. Wiek emerytalny, zniesienie syndromu pierwszej dniówki, minimalna stawka godzinowa, dynamiczny wzrost płacy minimalnej z 1750 do 2600 w przyszłym roku, wyłączenie z płacy minimalnej dodatku stażowego i dodatków za pracę nocną, płaca minimalna dla pracowników niemedycznych, klauzule społeczne w zamówieniach publicznych, odmrożenie płac w budżetówce, ochrona kobiet w ciąży zatrudnionych w agencjach pracy tymczasowej, wolne niedziele w handlu, odmrażanie odpisu na zakładowy fundusz świadczeń socjalnych, pluralizm związkowy w służbach mundurowych, lepsza ochrona przed bezprawnym zwolnieniem, dłuższy okres odwoławczy przy zwolnieniu z pracy, częściowe podniesienie kwoty wolnej od podatku dla ludzi najuboższych, reprezentatywność organizacji związkowych na poziomie zakładów. Do tego dochodzą wielkie programy społeczne, jak 500+, co razem składa się na skokową poprawę losu pracowników i ich rodzin. To wielki sukces Solidarności, którego bez dialogu z rządem i wsparcia Prezydenta RP by nie było.

Ale są też niezrealizowane postulaty, jak choćby wprowadzenie kryterium stażowego uprawniającego do przechodzenia na emeryturę bez względu na wiek. Tego nie odpuścimy i rząd, i partia rządząca dobrze to wie.



Wydaje się, że żyjemy w czasach trudnych dla ludzi wyznających konserwatywne wartości. Czy historia znów wywołuje Solidarność do tablicy?



Żyjemy raczej w dwóch alternatywnych rzeczywistościach. Jednej wirtualnej, której symbolem może być np. „Sok z Buraka”, i drugiej realnej, w której 100 tys. ludzi wychodzi na marsz niepodległości, lub 60 tys. pojawia się pod Włocławkiem na modlitwie różańcowej. W tej wirtualnej rzeczywiście trudno znaleźć miejsce nie tylko dla konserwatywnych wartości, ale w ogóle ludzie porządni, uczciwi nie bardzo są tam tolerowani.

Ale Polacy to mądry i dojrzały naród. Przywiązany do Krzyża i rodziny. I w tym miejscu jest też Solidarność. Nie przeceniałbym tej pierwszej, a skupiłbym się na tej prawdziwej, realnej rzeczywistości naszych codziennych trosk i pracy.



Które z postulatów Solidarności w upływającej kadencji parlamentu były najważniejsze i które najtrudniejsze do przeforsowania?



To, co wydawało się trudne, jak wiek emerytalny czy stawka godzinowa, okazały się stosunkowo proste do realizacji, a to, co wydawało się oczywiste, jak wspomniane wcześniej kryterium stażowe, nie jest zrealizowane do dzisiaj. Trudną i długą kampanię przeprowadziliśmy w celu ograniczenia handlu w niedzielę. Otwartą kwestią pozostaje podniesienie kwoty wolnej od podatku dla wszystkich obywateli, trudnym tematem jest też zniesienie limitu 30-krotności przy płaceniu składek na ZUS. Raz wygraliśmy, ale rząd jest zdeterminowany, aby to rozwiązanie wprowadzić. Nie zgadzamy się również ze stanowiskiem rządu w sprawie pracowników delegowanych. Jak widać, Zjednoczona Prawica to trudny partner, ale partner.



Sporo się dziś mówi o hejcie, fejkach i mowie nienawiści, również w kontekście tzw. Soku z Buraka. Sprawę publikacji przez ten hejterski profil fejkowego zdjęcia sugerującego, że służył Pan w ZOMO, sąd umorzył. Jak to się ma do walki z hejtem i fejkami?


Hejt i fejki mają się dobrze, bo prawo nie nadąża ze ściganiem tego typu przestępstw. Zrobienie ze mnie ZOMO-wca, co w istocie jest podważeniem moralnego prawa do bycia przewodniczącym Solidarności, to dobry przykład. Przecież ZOMO, które niszczyło Solidarność, to całkowita dyskwalifikacja. I co z tego, że przepraszała Olejnik, Wujec, Kamiński, Olszewski, Wałęsa – choć znowu mnie pomówił – skoro każdego dnia w komentarzach pod moją osobą ZOMO-wiec jest ciągle obecny. Nie ma jak z tym walczyć. Ja przynajmniej jestem już tym zmęczony. To, co dzieje się w komentarzach na Twitterze, na profilu FB, jakie SMS-y dostaję. Szkoda o tym mówić. To, co się dzieje, w ogóle podważa sens korzystania z mediów społecznościowych.


Czego Solidarność będzie oczekiwała w przyszłej kadencji? Jakie główne cele będzie chciała realizować? Mamy piątkę Solidarności, jednak większość postulatów została zrealizowana. 



Generalne wyzwania są dwa: kryterium stażowe i układy zbiorowe. O tym pierwszym już mówiłem. Druga sprawa jest poważniejsza i wymaga zmian strukturalnych, ale trzeba się wreszcie za to zabrać. Dość już lat straciliśmy.

Mamy paradoks. Państwo, które utrzymywane jest z podatków, nie może istnieć bez przedsiębiorców, którzy tworząc swoje biznesy i miejsca pracy, generują podatki. Nawet jak my pracownicy płacimy podatki, to przecież w pierwszej kolejności z pensji, które wypracowujemy w firmach, gdzie pracujemy. Tak więc państwo nie może istnieć bez przedsiębiorców, ale przedsiębiorcy nie mogą istnieć bez pracowników. I z tego nic nie wynika. To właśnie pracownicy i pracodawcy powinni mieć kluczowy wpływ na państwo i gospodarkę. Powinno się to odbywać w drodze dialogu, gdzie dwustronnie należy układać relacje między sobą, a politycy, władza, rząd powinni stwarzać warunki do takich porozumień i stać na straży ich przestrzegania. To są właśnie układy zbiorowe.

Niestety, pracodawcy nie mają zdolności do zawierania takich porozumień. Ich organizacje, nawet jak nazywają się reprezentatywnymi, mogą podpisywać porozumienia tylko w imieniu swoich członków. Tymczasem w organizacjach pracodawców jest ich zaledwie 2-2,3 proc. W przypadku pracowników jest dokładnie odwrotnie. Wszystko, co podpiszą reprezentatywne organizacje związkowe, dotyczy wszystkich pracowników. Nawet tych niezrzeszonych. To się musi zmienić i od tego trzeba zacząć.



Czy nowo powstały Instytut Dziedzictwa Solidarności ma się zajmować badaniem przeszłości Solidarności, czy również wpływem na jej przyszłość?



Instytut ma przede wszystkim podejść do NSZZ „Solidarność” całościowo. Mamy wiele miejsc, gdzie o Solidarności się opowiada, jak np. Śląskie Centrum Solidarności, Muzeum Zajezdnia, Europejskie Centrum Solidarności, Stołówka w Stoczni Szczecińskiej. Mamy też miejsca symboliczne, jak historyczna Sala BHP Stoczni Gdańskiej, Sanktuarium Św. Brygidy, Bastion Św. Rocha czy kościół pw. Św. Stanisława Kostki na Żoliborzu. Każde z tych miejsc uświadamia, jak wielowątkowy i różnorodny jest nasz Związek. Instytucja kultury, jaką jest Instytut Dziedzictwa Solidarności, będzie w sposób skoordynowany i we współpracy łączyła to wszystko w jeden spójny przekaz. Będzie chroniła przed próbami pisania historii alternatywnych, czy gumkowania zasług kogokolwiek z naszej historii. Na razie jesteśmy na bardzo intensywnym etapie organizacyjnym. Niebawem sam Instytut będzie mówił sam za siebie.


Niektórzy twierdzą, że nie mogą żyć bez hipermarketów w niedzielę. A Pan jak ją spędza?


Nie w hipermarkecie (śmiech). Dzięki nam też wielu pracowników nie spędza niedzieli w hipermarkecie. I o to nam przede wszystkim chodziło. O poprawę losu ponad 1,2 miliona ludzi tam zatrudnionych. Wielu ludzi dziękuje mi za to, że niedzielę mogą spędzać z rodziną. Mam wtedy ogromną satysfakcję. Mam też satysfakcję, że mimo zapowiedzi o zapaści, bankructwach i bezrobociu stało się dokładnie odwrotnie. Obroty rosną, pracowników brakuje, a małe sklepy mają się lepiej niż przed ograniczeniem. Ostatnio przeczytałem raport jednej z pracowni zajmującej się handlem, że po raz pierwszy od 20 lat liczba upadłości małych rodzinnych sklepów radykalnie spadła. W takich chwilach mam poczucie dobrze wypełnionego obowiązku.

 

 

Źródło: tysol.pl

DMC Firewall is developed by Dean Marshall Consultancy Ltd